wtorek

30.06.2015

Drogi Przyjacielu,
obiecaj mi, że pewnego dnia wszystko się skończy. Że zniknie ból, i lęk. Wyschną łzy na skostniałych policzkach. Moje i Twoje rany rozwiną zakrwawione skrzydła, i opuszczą ten świat. Obiecaj mi, że ostatni raz znajdziesz do mnie drogę, pośród drogowskazów nicości. Że zapomnimy o tym, co złe. I obejmiesz mnie, jak tamtej lipcowej nocy, nim rozsypię się pod ciężarem niespełnionych snów. Nim zatańczę ostatniego walca na wytartym parkiecie Twych dębowych oczu.

Obiecaj mi. Bo potrafię już tylko płakać, potokami skarg nad naszym losem. Ty i ja jesteśmy ofiarami czasu. Odseparowani grubą linią wspomnień. Każdej nocy umieramy we własnych klatkach, szepcząc przeznaczeniu do ucha: przepraszam.


Obiecaj mi. Sama nie potrafię już dotrzymywać obietnic.

piątek

5.06.2015

Drogi Przyjacielu,
czasami tracimy coś bezpowrotnie. Stajemy się bezzałogowymi okrętami, wyrzucanymi raz po raz na pusty brzeg, przez ocean bezradności. Skazani na siebie. Skazani na porażkę. Okradzeni z emocji, wartości, nadziei, złudzeń, marzeń...
To tak, gdy chcesz płakać, ale nie masz już łez. Gdy chcesz krzyczeć, ale brak Ci tchu. Gdy chcesz poczuć coś, co nie istnieje. Gdy desperacko próbujesz ofiarować szczęście, wiedząc że sam nie masz już nic. Nic, co mógłbyś dać, pożyczyć, chociażby zamknąć w dłoni. 

Drogi Przyjacielu,
czasami tracimy coś bezpowrotnie. Może tak samo jest z ludźmi.