czwartek

29.08.2013

Drogi Przyjacielu,
podobno niemożliwym jest by ciągle odczuwać szczęście. W naszym życiu przychodzą po prostu takie momenty - złudnie przedstawiające nam teraźniejszość w jasnych barwach, zwane chwilami szczęścia. I muszę przyznać, że coś w tym jest. Jedynie nocą czuję się pozornie szczęśliwa. Otulają mnie wtedy tylko głucha cisza i ciemność. Dają one wrażenie bezpiecznej tarczy, która chroni mnie przed całym światem. Sprawiają, że jestem odgrodzona od ludzi, którzy za dnia mnie ranią. Lecz pod osłoną nocy jest zupełnie inaczej -  nikt mnie nie ocenia,  nie analizuje mojego życia. Jestem tylko ja i mój cień powstający za sprawą blasku księżyca - niezastąpiony towarzysz mojej samotni. Nawet rano, gdy budzę się wyrwana z kolejnego irracjonalnego snu odczuwam radość. Radość z tego, że żyję, że mam się 'dobrze', że teoretycznie wszystko jest w porządku. Przyjacielu, doprawdy nie chcę żebyś wziął mnie za histeryczną desperatkę, która nie docenia niczego i wiecznie narzeka. Widzisz, każdego poranka odczuwam taką właśnie błogą radość, która oparta jest na czystej niewiedzy. Gdy jednak po kilku sekundach ona minie, przypominam sobie, co stało się wczorajszego dnia. Wszystkie rzeczy, które powiedziałam, wszystkie te, które zrobiłam lub które ktoś zrobił mnie. I to jest właśnie błędne koło, w którym tkwię. Nocą zapominam o problemach i niespełnionych miłościach, by rano wróciły one ze zdwojoną siłą. Więc co ze mną jest nie tak? Ja po prostu doceniam chwile swojego 'szczęścia'.

niedziela

25.08.2013

Drogi Przyjacielu,
otacza mnie głucha cisza. Telefon milczy od tygodni, sprawiając, że czuję się jeszcze bardziej winna. Choć wiem, że to kompletnie bez sensu co chwilę, nałogowo sprawdzam pocztę i automatyczną sekretarkę: nie masz nowych wiadomości - powinno zostać moim nowym życiowym mottem. 'Na pewne rzeczy jest już po prostu za późno'. Sama to niegdyś powtarzałam. 'Nie oglądaj się za siebie'. Doprawdy przepraszam wszystkich za moje bezcenne rady. Ja nie umiem się do nich niestety zastosować. Przyznaję, jestem beznadziejnym doradcą, a wszelkie skargi i uwagi możecie zapisywać w moim notesie. Z pewnością się do nich zastosuję. Lecz wiesz, co jest najgorsze? Czuję, że coś mi umknęło.. jakiś drobny szczegół, coś kompletnie bezwartościowego. Ach tak, przypomniałam sobie - to ja zawsze kończę znajomości. To ja zawsze wyznaczam granice. To ja nie pozwalam nikomu się odkryć. Znowu to zrobiłam. Przepraszam. Naprawdę mi przykro, ale taka właśnie jestem - przesadnie ostrożna. Wolę się wycofać, nie potrafiąc  przewidzieć zakończenia. Przyjacielu, nie wiem co właściwie się stało. Kiedy straciłam nad tym kontrolę? Miłość miała nie boleć. Dlaczego więc tak cholernie boli?

piątek

23.08.2013

Drogi Przyjacielu,
zastanawiałeś się kiedyś nad tym, co zrobiłbyś, gdybyś mógł cofnąć czas? Wiesz, jak wykorzystałbyś tę szansę? Chciałbyś naprawić parę błędów, nie powiedzieć o kilka słów za dużo? A może wrócić do najlepszych chwil w swoim życiu? Wiesz, zastanawiam się czy nawet najwspanialszy moment przeżyty jeszcze raz nie byłby już zupełnie inny, a nawet mniej wyjątkowy. Podobno nic nie zdarza się dwa razy. Nie ma dwóch takich samych spojrzeń, dwóch takich samych pocałunków... Czasami mam wrażenie, że chciałabym zacząć żyć od nowa. Cofnąć się po prostu na linię z napisem START i ruszyć w pogoń za własnymi marzeniami. Wykreować lepszą wersję siebie samej. Ale powiedz, czy to nie byłoby zbyt łatwe? W końcu żyjemy tylko raz po to, by uczyć się na swoich błędach. Aby wreszcie na końcu tego całego 'wyścigu' czuć się spełnionym. Czuć się naprawdę wygranym. Czy nie byłoby to egocentryczne w stosunku do moich przyjaciół, których o zgrozo, zaczynając nowe życie mogłabym nigdy nie poznać? Życie jest chyba zbyt krótkie, aby snuć kolejne przypuszczenia, nigdy nie spełnione hipotezy. Nie można go przerwać, przyspieszyć ani cofnąć. Trzeba je po prostu przeżyć. Ale może o to w tym wszystkim właśnie chodzi - o ciągłe próbowanie i poznawanie samego siebie? W każdym razie Przyjacielu, nawet gdybym mogła,  nie chciałabym cofnąć czasu. Dlaczego? Bo wszystko, co mnie do tej pory spotkało sprawiło, że mam taki a nie inny charakter, a ominąwszy na swojej drodze poszczególnych ludzi i wydarzenia mogłoby się okazać, że byłabym po prostu zupełnie innym człowiekiem.

środa

21.08.2013

Drogi Przyjacielu,
czas mija zbyt szybko. Jutro nadchodzi nieubłaganie. Nim zdążysz nawet się obejrzeć, nim zdążysz zaprotestować. A my? My tkwimy bezbronnie w machinie zwanej życiem, napędzanej przez tykające donośnie zegary, przez kolejne wyblakłe kartki z kalendarza. To przerażające, ale wszystko się zmienia: ludzie, których wczoraj nazywałam swoimi przyjaciółmi dzisiaj są tylko wytworami mojej wyobraźni, zupełnie jak zjawy z przeszłości - ulotne i martwe. Tylko jedno pozostaje niezmienne: pogoń za własnymi aspiracjami, chęć sprostania wyzwaniom, przed jakimi codziennie stawia nas nowy, ulepszony świat. To prawda, że w dzisiejszych czasach każdy martwi się tylko o siebie. Daje się porwać wirowi egoizmu. Lecz kiedy pewnego późnego wieczora siedząc ze łzami w oczach na obdrapanej kanapie uświadamiasz sobie, że całe życie wali Ci się na głowę i nie masz do kogo zadzwonić i się wygadać, oznacza to właśnie jedno - że byłeś ponad wszystko. Ty i Twoje pieprzone aspiracje bycia 'kimś'. Bo widzisz Przyjacielu, dla mnie bycie 'kimś' oznacza mieć własne zdanie i się go trzymać. Nie jestem typem osoby, która lubi podporządkowywać się innym. Jeśli naprawdę chcesz wiedzieć - jestem typem samotnika, który niezwykle ceni sobie prawdziwych przyjaciół, jednak wszystkie decyzje podejmuje w zaciszu własnych myśli. To ich jedyny bezpieczny schron, którego nic nie może zniszczyć. Nawet czas.

wtorek

20.08.2013

Drogi Przyjacielu,
chciałabym, żebyś coś dla mnie zrobił. Gdziekolwiek teraz jesteś, zatrzymaj się, choć na moment. Zamknij oczy. Zapomnij o całym świecie. Wsłuchaj się w szum wiatru, w szelest pożółkłych liści, w koncert kropli deszczu dudniących o szary asfalt, o blaszane dachy domów, o przechodzących ludzi - mokrych i nijakich. Czujesz, jak przyjemny dreszcz rozchodzi się po całym Twoim ciele? Jak wilgotne kosmyki otulają Twoją twarz? Jak wszystkie problemy spływają ścieżkami zapomnienia? Nie myśl o niczym. Otwórz oczy. Spójrz na atrament nieba. Na głuchą ciszę chmur. Po prostu poczuj, jak odzyskujesz wolność. O, tak. Uwielbiam to uczucie - gdy za każdym razem to deszcz daje mi rozgrzeszenie.

poniedziałek

19.08.2013

Drogi Przyjacielu,
jestem zagubiona. Czuję, że tonę w wirze codzienności, usilnie próbując znaleźć w nim swoje wymarzone miejsce. Nawet, gdy jestem otoczona ludźmi, na których mi zależy, w środku czuję się pusta - tak jak gdyby ktoś wypalił moje uczucia i wszelkie pragnienia. Czasem zastanawiam się nad tym, jak to właściwie możliwe. Ale nie potrafię ukrywać prawdy przed samą sobą. Nie mam siły dłużej. Łatwo jest osądzać innych, jednak mnie samej również przypada wydawanie wyroku. Jestem bezbronna a może winna? Czy zasłużyłam sobie na wszystko, co mnie spotyka? To niesprawiedliwe, że odchodząc ludzie nieodwracalnie zabierają ze sobą cząstkę mnie, która już nigdy do mnie nie powróci. Może dlatego jestem rozbita na miliony drobnych kawałków pomiędzy życiem, które mam, a życiem, które odeszło wraz z nimi? Mój jedyny Przyjacielu, chciałabym choć raz dzisiaj poczuć Twój ciepły oddech. Chciałabym, żebyś mnie przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze, że ze wszystkim sobie poradzę, nawet jeśli miałoby to być ostatnie kłamstwo na ziemi. Potrzebuję Twojego spokoju i wsparcia. Tak bardzo potrzebuję Twojej obecności. Mówią, że jest tylko jedna gorsza rzecz od śmierci. Samotność.

niedziela

18.08.2013

Drogi Przyjacielu,
będę z Tobą szczera: chwilami nienawidzę swojego życia. Nienawidzę bezdusznych ludzi, których codziennie muszę mijać na swojej drodze, którym wydaje się, że są ode mnie lepsi lub że mają nade mną kontrolę. Nienawidzę szkoły, głupich obowiązków, bezsensownych zasad oraz tego że wszyscy wymagają ode mnie, abym była idealna. Nienawidzę wskazówek zegara, które biegną zbyt szybko, nie pozostawiając mi nawet czasu na złapanie oddechu w tym całym bajzlu, jakim jest moje życie. Wreszcie nienawidzę samej siebie za to, że jestem zbyt upierdliwa, aby się zmienić. Ale powiem Ci jedno: nie wyobrażam sobie, że mogłabym to wszystko stracić. Życie nie jest łatwe, ale obydwoje dobrze wiemy, że nikt nie przeżyje go za nas. Jesteśmy jego nieodłączną częścią. Jak w układance dla dzieci. Jeśli zabraknie jednego elementu, wszystkie pozostałe tracą swój sens. Wiesz, i tak się czasami czuję: jak porzucony element układanki, do której nie mogę znaleźć drogi powrotnej. I chociaż wszystko dokoła może walić mi się na głowę, nie potrafię się poddać, ot tak odpuścić. Muszę żyć. Stąpać twardo po ziemi. Wciąż iść na przód. Nie dopuszczam nawet do siebie myśli o końcu. Boję się, że mogę to wszystko stracić. Rozumiesz mnie? Po prostu cholernie się boję.

sobota

17.08.2013

Drogi Przyjacielu,
czy znasz to uczucie? Kiedy budzisz się rano, po kolejnej nieprzespanej nocy otoczony myślami, które nigdy nie powinny były zajrzeć do Twojego umysłu, ubrany tylko w samotność i resztki sił. Uświadamiasz sobie, że mimo braku Twojej zgody zaczął się kolejny, szary dzień, taki sam jak inne szare dni w roku. Bo chyba nie jesteś na tyle głupi, by liczyć na to, że coś się nagle  zmieni? Przechodzisz więc do łazienki szurając stopami po zimnej podłodze, licząc gorzkie łzy, które poprzedniego wieczora spadły na drewniane deski. I tu przynajmniej lodowata podłoga ma z Tobą wiele wspólnego, nawet więcej niż myślisz. Obydwoje jesteście martwi i okradnięci z emocji. Spoglądasz w lustro i nie potrafisz sobie odpowiedzieć na to cholernie proste pytanie: kto właściwie znajduje się po jego drugiej stronie? Nie rozumiesz kim jest osoba wlepiająca w Ciebie swoje długie, przeszywające spojrzenie. Zaczynasz się więc zastanawiać,  gdzie popełniłeś błąd, jednak odpowiedź jest równie prosta, co i zadziwiająca: nigdzie. Bo wszystko, przez co w życiu przeszedłeś, wszyscy ludzie, których kiedykolwiek miałeś szczęście albo pecha poznać odpowiedzialni są za to, co właśnie widzisz. Śmiało, przyjrzyj się uważniej. Puste, nic nieznaczące spojrzenie, usta wygięte w akcie kolejnego rozczarowania, kolejnego niezadowolenia, serce podziurawione od ran, które z godnością przyjmujesz od ładnych paru lat. I wreszcie najgorsze: niknąca z każdym takim porankiem dusza - pozostałość po niespełnionych obietnicach i  nawiedzonych miłościach. Znasz to, prawda? Wszechogarniające wyrzuty sumienia, codzienne karmienie się zakurzonymi wspomnieniami i stąpanie po kruchej linii szaleństwa. Bo widzisz, mój drogi Przyjacielu, w gruncie rzeczy jesteśmy tacy sami.