czwartek

29.08.2013

Drogi Przyjacielu,
podobno niemożliwym jest by ciągle odczuwać szczęście. W naszym życiu przychodzą po prostu takie momenty - złudnie przedstawiające nam teraźniejszość w jasnych barwach, zwane chwilami szczęścia. I muszę przyznać, że coś w tym jest. Jedynie nocą czuję się pozornie szczęśliwa. Otulają mnie wtedy tylko głucha cisza i ciemność. Dają one wrażenie bezpiecznej tarczy, która chroni mnie przed całym światem. Sprawiają, że jestem odgrodzona od ludzi, którzy za dnia mnie ranią. Lecz pod osłoną nocy jest zupełnie inaczej -  nikt mnie nie ocenia,  nie analizuje mojego życia. Jestem tylko ja i mój cień powstający za sprawą blasku księżyca - niezastąpiony towarzysz mojej samotni. Nawet rano, gdy budzę się wyrwana z kolejnego irracjonalnego snu odczuwam radość. Radość z tego, że żyję, że mam się 'dobrze', że teoretycznie wszystko jest w porządku. Przyjacielu, doprawdy nie chcę żebyś wziął mnie za histeryczną desperatkę, która nie docenia niczego i wiecznie narzeka. Widzisz, każdego poranka odczuwam taką właśnie błogą radość, która oparta jest na czystej niewiedzy. Gdy jednak po kilku sekundach ona minie, przypominam sobie, co stało się wczorajszego dnia. Wszystkie rzeczy, które powiedziałam, wszystkie te, które zrobiłam lub które ktoś zrobił mnie. I to jest właśnie błędne koło, w którym tkwię. Nocą zapominam o problemach i niespełnionych miłościach, by rano wróciły one ze zdwojoną siłą. Więc co ze mną jest nie tak? Ja po prostu doceniam chwile swojego 'szczęścia'.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz